
Brytyjski The Guardian opublikował listę dziesięciu najlepszych filmów niemych w historii kina. Cóż – jak to z takimi zestawieniami bywa – rzecz z natury subiektywna. Nie mam zamiaru dołączać do grona internetowych napinaczy, którzy po każdej liście z serii „the best of…” wylewają żale, że twórcy rankingu „kompletnie się nie znają”, bo nie uwzględnili tej czy innej pozycji. Wszystkie filmy z zestawienia The Guardian cenię (mniej lub bardziej) i uznaję za ważne, ale moja własna „dziesiątka” wyglądałaby zupełnie inaczej.
Zamiast więc narzekać – przedstawiam mój osobisty, całkowicie subiektywny ranking dziesięciu najlepszych filmów niemych w historii kina.
10. Nietolerancja (Intolerance, 1916, reż. D.W. Griffith)

Monumentalna czteroczęściowa epopeja, która łączy historie z różnych epok: starożytnego Babilonu, Judei z czasów Chrystusa, XVI-wiecznej Francji i współczesnej reżyserowi Ameryki. W teorii wszystkie segmenty łączy motyw nietolerancji – w praktyce jednak, nie zawsze przekonująco. Szczególnie część babilońska, choć formalnie imponująca, ma z tematem niewiele wspólnego.
Tytuł filmu zdaje się być próbą rehabilitacji – Griffith chciał zdystansować się od oskarżeń o rasizm po premierze Narodzin narodu (1915). Efekt? Widowisko oszałamiające rozmachem i wizualną wyobraźnią, z nowatorską, równoległą narracją, która zrewolucjonizowała język filmu. Może nie całkiem doskonałe, ale dla każdego, kto chce zrozumieć historię kina – pozycja obowiązkowa.
9. Męczeństwo Joanny d’Arc (La Passion de Jeanne d’Arc, 1928, reż. Carl Theodor Dreyer)

Arcydzieło minimalizmu. Rekonstrukcja procesu Joanny d’Arc skupiona niemal wyłącznie na twarzach. Scenografia? Zbędna. Rekwizyty? Znikome. Cała siła tkwi w spojrzeniach, grymasach, ciszy. Maria Falconetti w roli Joanny daje występ porażający – jeden z najbardziej przejmujących w historii kina. Mistyczne, metafizyczne, bolesne.
8. Wicher (The Wind, 1928, reż. Victor Sjöström)

Opowieść o kobiecie rzuconej na bezlitosne prerie, gdzie wiatr nie ustaje ani na chwilę. Lillian Gish – najjaśniejsza gwiazda kina niemego – gra bohaterkę, która przechodzi drogę od naiwności do desperackiej walki o przetrwanie. Sjöström buduje napięcie nie dialogiem, lecz krajobrazem: pustką, wichurą, piachem. Tu natura jest antagonistą. Psychologiczne kino katastroficzne zanim te gatunki w ogóle istniały.
Przy okazji polecam też Szkarłatną literę (1926) – wcześniejszy owoc tej samej współpracy Sjöström-Gish. Równie znakomity.
7. Napoleon (1927, reż. Abel Gance)

Jedno z najbardziej szalonych przedsięwzięć w historii kina. Trzy ekrany, montaż równoległy, eksperymenty z kolorem, kamery przypinane do koni – Gance nie kręci filmu, on tworzy epos. To opowieść o młodym Napoleonie, jego pierwszych zwycięstwach i marzeniach o imperium. Ale to też opowieść o narodzinach geniuszu, który może łatwo stać się tyranią. Monumentalne kino, które mimo wad – wciąż zdumiewa.
6. Zmęczona śmierć (Der müde Tod, 1921, reż. Fritz Lang)

Cztery historie, cztery kultury, jedna kobieta walcząca z personifikacją Śmierci. Lang tworzy film jak z baśni Braci Grimm – ekspresjonistyczny, duszny, niepokojący. To kino o przeznaczeniu i miłości silniejszej niż los. Lang pokazuje, że śmierć może być nie końcem, lecz próbą. Jeden z najbardziej poetyckich i melancholijnych filmów tamtej epoki.
5. Gorączka złota (The Gold Rush, 1925, reż. Charlie Chaplin)

Mały Włóczęga na Alasce – gotuje własny but, tańczy z bułkami, walczy z głodem i samotnością. Chaplin potrafi rozśmieszyć i wzruszyć w tej samej scenie. Pod komediową fasadą kryje się opowieść o godności i tęsknocie. Jedna z najpiękniejszych slapstickowych ballad o człowieku.
4. Wschód słońca (Sunrise, 1927, reż. F.W. Murnau)

Prawdopodobnie najwspanialszy melodramat w dziejach kina. Prosta historia miłosna opowiedziana z wizualną finezją, która do dziś zapiera dech. Murnau łączy europejską poetykę z hollywoodzkim rozmachem. Kamera płynie, mgła snuje się po jeziorze, światło pulsuje – to już nie film, to sen.
3. Sherlock Jr (1924, reż. Buster Keaton)

Keaton, człowiek o kamiennej twarzy, stworzył genialną metakomedię. Bohater zasypia i wchodzi do filmu, który ogląda. Keaton bawi się montażem, przestrzenią, konwencją – i wyprzedza swoje czasy o dekady. W 45 minut mówi więcej o magii kina niż niejeden trzygodzinny epos. Arcydzieło kreatywności i wyobraźni.
2. Portier z hotelu Atlantic (Der letzte Mann, 1924, reż. F.W. Murnau)

Drugi Murnau na liście (i gdyby to było Top 15, pojawiłby się pewnie trzeci – Nosferatu). Portret człowieka upokorzonego przez system – portiera, który traci prestiżową pracę i zostaje zdegradowany do roli toaletowego. Emil Jannings gra tę rolę całym ciałem, oczami, gestem. Film opowiedziany niemal bez plansz tekstowych. Kamera porusza się jak myśli bohatera. Ostatnie minuty – z narzuconym przez studio happy endem – nie zmieniają faktu, że to jedno z najbardziej poruszających dzieł kina niemego.
1. Chciwość (Greed, 1924, reż. Erich von Stroheim)

Od początku wiedziałem, co znajdzie się na szczycie. Arcydzieło brutalne, uczciwe, miażdżące. Stroheim chciał zrobić ośmiogodzinną ekranizację powieści McTeague’a – studia pocięły ją do dwóch. Mimo to film pozostaje szokująco aktualny. Opowieść o dentysty i jego żonie, których pożera obsesja na punkcie pieniędzy. Stroheim pokazuje świat pełen potu, kurzu i moralnej zgnilizny. Nie ma bohaterów – są tylko ludzie. I ta prawda boli.
Nie mam wątpliwości, że Chciwość odcisnęła swoje piętno na późniejszych wielkich portretach ludzi skażonych tytułową żądzą – od Ziemi obiecanej Wajdy po Aż poleje się krew Andersona.
To by było na tyle.
Czy to lista kontrowersyjna? No raczej. Nie ma na niej Pancernika Potiomkina (a to film który okupuje czołowe miejsca w tego typu zestawieniach), Ziemi, Gabinetu doktora Caligari, Nosferatu, Metropolis, Generała ani Świateł wielkiego miasta . To nie znaczy, że ich nie cenię (no, może z wyjątkiem Metropolis…). Ale lista to lista – trzeba coś wybrać, coś odrzucić.
PS Przy okazji, jeżeli ktos chce zgłębic temat kina niemego (tak tak, wiem że prawie nikt) polecam książkę o jakże wiele mówiącym tytule Historia kina. Tom 1. Kino nieme pod redakcja Tadeusza Lubelskiego. Znakomita, niemal wyczerpująca temat pozycja.